namber 179
Od momentu powrotu z Wrocławia miałam straszną huśtawkę emocjonalną. Coś okropnego. Przez tydzień praktycznie nie wstawałam z łóżka, bo "życie nie ma sensu". Czułam się brzydka, gruba, nikomu niepotrzebna, przez nikogo niekochana. Świat wali mi się na głowę, wszystkie decyzje które podejmuję są złe i nietrafione. Najśmieszniejsze jest to, że tak naprawdę to wszystko dzieje sie w mojej głowie. Najgorsze jest to, że sama sobie taki świat kreuję. Czasem mam wrażenie, że jestem spętana łańcuchem własnych złych myśli, wyrobionych schematów, złego nastawienia i wmawiania sobie. Tak, są takie dni kiedy sama siebie nienawidzę. Za wszystko, za całokształt. Nie lubie tego jak myślę, o czym myślę i tego, że nie potrafię wyjść poza te ramy. Dzisiaj poczułam lekką odwilż. Jest coś w tym co mówił M.o wytworzeniu wokół siebie bańki. Kiedy ta bańka niebezpiecznie się kurczy, dostrzegasz świat przed jakim bańka miała cię chronić. Doświadczyłam tego przez ten tydzień. Kiedy bańka sie kurczy, docierają do ciebie wszystkie rzeczy, wszystkie słowa i wspomnienia, o których chciałoby się zapomnieć.To tak jakby twój organizm tracił nagle odporność, a ty leżysz powalony i bez sił na łóżku modląc się o spokój.
Chciałabym niektóre rzeczy wymazać z pamięci. Chciałabym niektóre rzeczy móc naprawić, zmienić. Chciałabym mieć w sobie wewnętrzny spokój, który uciszyłby to wewnętrzne rozedrganie, którego tak nienawidzę.
Przychodzi taki moment, kiedy wydaje ci się, że walka o to też jest bez sensu. Bo przeciez fajnie byłoby mieć zycie idealne od początku do końca, tak żeby powstawała pewna spójność. A ja nie wiem, czy potrafię skonsolidować to co było z tym co być może będzie. Chcę żeby to było spójne, ale ciągle ta spójność wymyka mi się z rąk.
...
czarnulka 13/07/2009 09:16:34 [komentarzy 1] Komentuj