namber 35
wyszłam z M. na fajeczka na chwilke pogadac..
i spotkałam krzysia..mojego kochanego małego krzysia. boooze, sto lat go nie widziałam..alez to były fajne czasy, jak tak pomyslalam, wydaje sie to juz tak odległe..kurcze, a przeciez to zaledwie pare lat temu łazilismy wieczorami miedzy blokami i robilismy rozne dziwne rzeczy. potem dostalam kiedys od niego list z wyznaniem uczucia...potem jakos wszystko rozeszlo sie po kosciach, potem juz coraz rzadziej coraz rzadziej, potem była izka i jego rozpaczliwe telefony, ona mnie nie kocha-ja sie zabije..moj stres i nerwy podczas mazurskiej eskapady z moja siostra..a potem była mariola. pamietam - to było swieto zmarlych, pojechalismy z michałem i krzysiem, do jego kolezanek. jedną z nich była mariola..skad ja moglam wiedziec jak skonczy sie ta historia? pamietam tego nieszczesnego blanta, ktory rozlozyl nas wszystkich na lopatki ..z tego co pamietam, to ja go nawet nie palilam, ale te opary unoszace sie w pokoju zrobily swoje..ja smiertelnie wtedy jeszcze zazdrosna o michała, ktory na zlosc mi wpatrywał sie w kretynsko gloopia kolezanke marioli. a potem pamietam jak dla zartow jedzac paluszki chcialam nakarmic krzysia, trzymajac paluszka w ustach, takie glupie i niewinne z mojej strony..pamietam mine krzysia..wtedy jeszcze nie wiedzialam, ze 'smalił cholewki' do marioli-faktycznie moglo to pokrzyzowac jego plany. a teraz? krzys ma obraczke na palcu, żonę i roczną córeczkę, ktora ma na imie zuzia (krzys zawsze do mnie mowil zuzia) czy to z sentymentu? a moze po prostu dlatego, ze podobalo mu sie to imie? tego nie wiem, ale loobie myslec, ze to jednak jakis cichy sentyment do tych fajnych chwil..
dzisiaj juz to wszystko sie pozmienialo..idziemy dalej przed siebie..krzys nie ma czasu na telefony, na esemesy, na nic...zapomnial o mnie i o tym jak kiedys było nam fajnie..czasy sie zmianiaja, a czas zmienia ludzi...teraz nie poznajemy sie nawet na ulicy, bo po co..?
czarnulka 22/05/2006 23:20:26 [komentarzy 0] Komentuj
namber 34
o kurcze, strasznie dawno mnie juz tu nie było..
teraz tez, tylko na chwilke..
w domu trwa remont i wszyscy mimo, ze to dopiero poczatek mamy juz dosc. w kuchni nie ma nic oprocz niedziałajacej kuchenki i wystajacego ze sciany kranu pod ktorym stoi stare wielkie wiadro. wszedzie dookola widoku dopełnia gruz i jakies tam specyfiki naszego majstra. w łazience stoi wanna i drabina, z wanny rzecz jasna korzystac juz nie mozna, bo nawet woda nie leci. o ubikacji nie bede juz nawet wspominac..
mama jest załamana, i ja tez musze przyznac, ze moj entuzjazm opada wprostproporcjonalnie do ilosci gruzu i kurzu.
dzisiaj na szczescie wyprowadzamy sie na tydzien do znajomych..przynajmniej bedzie mozna wykapac sie spokojnie i doprowadzic do jakiegos ładu. bo tu nie ma nic :P
ehhhhh..spotkalam dzisiaj grzesia na schodach w szkole, dajac sobie buziaka w policzek na dzien dobry powiedzial, ze mu sie sniłam...kurcze, dziwnie tak..juz nic nie czuje, ale tak...eh, smieszne czasy :)
pozniej wskocze jeszcze cos nabazgrac, poki co lece sie wykapac...2 ulice dalej :P
czarnulka 22/05/2006 17:54:43 [komentarzy 0] Komentuj